…fundacje…

…wkurzyłam się, sorry Winnetou, ale traktowanie fundacji jako politycznego i ekonomicznego wroga, a to dzieje się w tej chwili to strzał w stopę. Bez działania fundacji społeczeństwo znajdzie się w d., centralizacja środków fundacyjnych w postaci centralnej komisji, czy innego badziewnego tworu, będzie czymś w rodzaju ZUSu, jednego wiecznie dziurawego wora, w którym wiecznie brakuje pieniędzy, a znudzony urzędnik, dłubiąc w nosie zgodnie z zasadą: „jesteś tu po to żeby zabrać i nie dać”, w urzędniczym bełkocie, będzie uzasadniał dlaczego: „nie bo nie”, noooo chyba, że ktoś kto nad nim zadecyduje:” temu masz dać, bo ten jest nasz, z naszych i po linii naszej naszości politycznej”. Jeśli dojedzie do pacyfikacji fundacji, ktoś położy łapę na tych pieniądzach, nie dam złotówki, nikt nie będzie za mnie decydował komu i jak chcę pomóc.

W fundacjach są przewałki, uciekają pieniądze?, może i tak, chociaż przy obecnym nadzorze trzeba być Einsteinem, żeby kreatywnie wyprowadzić lub ukryć dochody, a i tak fundacje działają bardziej przejrzyście, niż kiedykolwiek będzie działał jakikolwiek rząd.

Jestem pełna szacunku dla ludzi, którym w ogóle się chce powołać i prowadzić jakąkolwiek fundację, to żmudna, ciężka, okupiona poświęceniem i brakiem czasu dla własnej rodziny praca, tylko śmierdzący leń, któremu nie chce się ruszyć dupska z kanapy może snuć teorie spiskowe na temat tej obywatelskiej działalności. Zastanówmy się, czy naprawdę chcemy i czy warto w ramach wyrównywania walcem nierówności społecznych poświęcić fundacje i zastąpić je naszością…

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.