…Diana…

…nie ta pani świętych gajów i zwierząt, zaradna bogini, ale delikatna dziewczyna, którą „powołano” do wyjścia za mąż za księcia – następcy tronu, aby stała się ozdobą w kontraście dla jego mizernej urody, szorstkiego obycia i urodziła mu dzieci, dla utrwalenia dynastii…brzmi jak dawno temu, za górami, za lasami?…, ano tak brzmi, ale bajką nie jest i nigdy nie było, a zdarzyło się współcześnie. Kandydatka nie była przypadkowa: delikatna, grzeczna, nie wykształcona, ładna, młoda… Uznano, że taka dziewczyna o właściwym pochodzeniu, po skandalach, które rodzinie królewskiej nie były obce, będzie „prosta w prowadzeniu” i łatwa w manipulacji. Nikt nie miał zamiaru wyjaśniać Dianie jaki los ją czeka, stwarzano, także medialnie,  klimat spełnionego snu o księciu i szansy stania się księżniczką. Karol nigdy jej nie kochał, przedstawiono mu właściwą osobę do poczęcia dzieci, na tyle ładną, że jako mężczyzna nie musiał się zbytnio wzbraniać, żeby Diana stała się matką. Ona z kolei po serii nagłych intensywnych zdarzeń, które tak silnie wdarły się do jej spokojnego dotychczas życia, poddała się sytuacji. Jej dom rodzinny nie był domem szczęśliwych ludzi, może po cichu liczyła, że stając się żoną i matką u boku księcia wiele na tym zyska, może nawet się zakochała, była przecież młoda, emocjonalnie krucha, łatwo było jej wmówić, że oto wybrał ją zakochany książę…Niestety dla Diany książę szybko przerodził się nie tylko w żabę, ale w ropuchę, kąśliwą, wredną i nielojalną. Liczył wraz ze swoją kochanką na to, że instynkt macierzyński, bogactwo i podróże, zastąpią młodej księżnej pragnienie bycia kochaną i szanowaną kobietą. Owszem dzieci szybko stały się jej światem, ale przecież nie substytutem miłości do mężczyzny, u którego boku kazano jej żyć i udawać, że bajka trwa…, gdyby okazała się bezpłodna szybko by o niej zapomniano, nie sądzę, aby pozwolono jej stać się celebrytką i „królową ludzkich serc”, ale była matką książąt, potencjalnych kolejnych następców tronu, a lud, dzięki mediom ją pokochał…, nie dało się Diany nakryć kapeluszem i nie można jej było zwrócić wolności…znalazła się w złotej klatce, wokół której paparazzi krążyli jak sępy wokół ofiary, tyle że sępy wolą trupy, a Diana chciała żyć, nie tylko dla dzieci, ale także dla siebie…W pogoni za tym szczęściem popadła w depresję, bulimię, anoreksję, nie udźwignęła walki o to co dla każdej kobiety jest ważne, Karol natomiast okazał się kiepskim mężem, ale przyzwoitym ojcem, jednak  moim zdaniem nigdy ani za życia, ani po śmierci swojej żony nie był wobec niej lojalny…dziwię się, że w tej sytuacji królowa pozwoliła na jego ślub z Camillą…skoro tyle wymagano od Diany, oczekiwano od niej tyle wyrzeczeń, dlaczego Karol otrzymał wszystko? i dzieci i kochankę?, czyżby ostatecznie królowa okazała się paskudną teściową, a Karol synusiem mamusi, któremu wszystko wolno i wszystko wypada?….współczesna „bajka” bez szczęśliwego zakończenia…

Możliwość komentowania jest wyłączona.