…ta nierówna medycyna…

…przy okazji mojej obecnej niefortunnej nomen omen toruńskiej przygody z nastawianiem złamanej ręki z perspektywy upływającego od tego zdarzenia czasu, doszłam do wniosku, że postęp w medycynie przebiega bardzo nierówno…

Wydaje mi się, że niezwykle rzadko dochodzi do przełomów np. w takiej ortopedii…niby XXI wiek, a przy złamaniach nakłada się na człowieka kilogramy gipsu i w zasadzie to on właśnie uniemożliwia szybki powrót do zajęć, bo jak ubrać rękaw, na coś takiego?

Owszem słyszałam o innych lżejszych nierefundowanych masach plastycznych, ale konia z rzędem, jeśli ktoś się na takie załapał. Poza tym samo nastawienie, czy przyspieszanie zrostu, niczym nie różni się od wieków poza lepszą znajomością anatomii i warunkami septycznymi.

Nie wiem czy złamania można będzie kiedyś leczyć mniej rzemieślniczo: operacja, podanie bezpośrednie substancji przyspieszającej zrost i nałożenie lekkiej, oddychającej masy plastycznej, coś jak ortopedyczna chirurgia jednego dnia, dla typowych złamań, ale było by taniej, a połamany delikwent powróciłby do pracy szybciej, bo czym innym jest urlop i wczasy, a zgoła czym innym unieruchomienie, wszystkim powinno zależeć na tym, aby każdy rodzaj leczenia zmierzał w efekcie do stworzenia choremu takich warunków, aby ten jak najdłużej się da mógł być aktywny, nie tylko zawodowo, ale także wówczas, gdy praca staje się niemożliwa, najgorsze jest bowiem zostawienie pacjenta ze świadomością jego niepełnosprawności, właśnie to dla nowoczesnej medycyny powinno być największym wyzwaniem…

PS…chyba nie ma literówek…, ale lewą ręką pisze się nieco gorzej:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.