…o klątwie Tutanchamona…

..klątwa?, przypadek?, chemia?…może to bajka, może przypadek, może klątwa, a może wszystko naraz…byłabym nadzwyczaj ostrożna w zakłócaniu spoczynku wiecznego zmarłych, szczególnie wobec sprzeciwu rodziny i szczątków pochowanych w określonym obrządku, nie ważne jakim. Powiadają nie bój się zmarłych bój się żywych…, nie jestem wcale o tym przekonana, dusze, szczególnie te które uwolnione z ciała zostają w wyniku gwałtownej i tragicznej śmierci powinny jak najszybciej trafić tam, gdzie jest im pisane. Wieczne przyzywanie traumy śmierci nie pomaga, ani zmarłym, ani żywym. Dlatego wypowiadamy słowa modlitwy, która zapewnić ma spokój naszym zmarłym, a nam przynieść ma ukojenie po ich stracie.

W listopadzie pamiętamy o tych, którzy odeszli w sposób szczególny, prosimy o spokój i łaskę dla ich dusz szczególnie mocno, nie jest dla mnie istotne, kto jak i do kogo się w tej intencji modli, ważne żeby intencja była szczera, czysta mentalnie i wypowiadana z miłością.

Szczątki nie mogą się obronić, przed naszymi działaniami, dlatego wszelka forma bezczeszczenia zwłok, okradanie grobów, ich dewastacja, wszelki rodzaj manipulacji osobą zmarłego budzi nasze oburzenie i wysyła w stronę osób, które to czynią złą intencję świadomą i nieświadomą, a to uruchamia klątwę. Można w to wierzyć lub nie historia uczy, że w wielu przypadkach naruszenia spokoju szczątków zmarłego coś jednak jest na rzeczy.

Przestrzegam więc złodziei, wandalów, moralnych samozwańczych kaznodziei i nieodpowiedzialnych fanów cmentarnych rytuałów, przed naruszaniem spokoju zmarłych, to zawsze się mści i zamanifestuje się w najmniej spodziewanym momencie Waszego życia. Za zmarłych trzeba się modlić, w ich intencji palić świecie i znicze, odsyłać ich tam, gdzie ich dusze znajdą ukojenie i spokój.

Są oczywiście kryminalne wypadki, gdy pewne czynności zostają podjęte, ale to zawsze powinna być ostateczność i zdarzenie niezwykle rzadkie, pochówek to pochówek, koniec kropka. Jeśli już do takiego wydarzenia dochodzi to jest to możliwe, jedynie w dobrej intencji (np. odszukania zabójcy), zawsze trzeba przed, w trakcie i po okazać szczątkom daleko idący szacunek, a w ponownym pochówku przeprosić, poprosić o wybaczenie duszę zmarłego i jego rodzinę oraz pochować ponownie szczątki w zgodnym z wolą zmarłego obrzędem.

Bój się żywych, a nie zmarłych?…, jeśli intencja zakłócenia wiecznego spoczynku jest zła, co nie daj Boże podszyta dodatkowo manipulacją, to moim zdaniem osoby, które to czynią i te, które na to pozwalają narażają się na niebezpieczeństwo jednych i drugich, zmarły nie odda, ale jego dusza nie pozostanie obojętna na bezczeszczenie, czy złą intencję…, jeśli rodzinie i duszy zmarłego zamąci się spokój, odnowi traumę śmierci, to klątwa się uruchomi tak jak w przypadku Tutanchamona, nie ważne, że śmierć naukowców została medycznie wyjaśniona, coś te śmierci uruchomiło.

Dlatego kochani módlmy się za naszych zmarłych, wspierajmy ich dusze, bo przecież dzieli nas tylko czas…

…taka tam sobotka…

…ciemno, mokro, ale chwilowo nie pada, praleczka pracuje, świeczki się palą, racuchy z jabłkami, z nowego przepisu gotowe, można szamać (dla niewtajemniczonych w gwarę – jeść). Muszę przyznać, że racuchy na takim poziomie, znaczy się i wyglądają i smakują – mniam, wyszły mi po raz pierwszy, a to chyba dlatego między innymi, że przepis łatwy i wyliczony, więc trudno było coś….:)

Miłej soboty kochani :lol: OLYMPUS DIGITAL CAMERA

…z serii o 500+…

…jeśli bogate rodziny nie decydują się na dziecko, to chyba nie z powodu braku pieniędzy na ich utrzymanie i wychowanie?…, w jaki sposób program 500+ miałby w tych rodzinach wpłynąć na dzietność? W biednych rodzinach, z kolei program miał umożliwić utrzymanie i wychowanie więcej niż jednego dziecka, gdzie więc tu możliwość zamrożenia tych pieniędzy w niepewnych obligacjach na kilka czy kilkanaście lat?…może się wydarzyć kolejny kryzys światowy lub inne licho, świat siedzi obecnie na beczce prochu, która nie wiadomo kiedy wybuchnie…, nie mam nic przeciwko wspieraniu rodzin w dzietności i opiece nad dziećmi, to jest wysiłek i ogromna odpowiedzialność dla rodziców sama miłość nie wystarczy niestety i nic na świecie nie jest w stanie mnie przekonać, że jest inaczej, już widać, że program ma wiele wad i póki co nie spełnia się jako inwestycja, minie wiele lat zanim dzieci poczęte dzięki 500+ pójdą do pracy, jeśli pójdą… póki co z pracy rezygnują wielodzietne matki i ojcowie, tak więc budżet wspólny, nic nie zyskuje. Obligacje, tak samo jak np. trzeci filar są dla bogatych, którzy mają pieniądze na tzw. „górce” i nie potrzebują ich „z łapy do papy” . Nie ma za to tanich żłobków, przedszkoli i szkół, efektownych kart dużych rodzin, dostępu do świadczeń zdrowotnych, nie ma np. przyzakładowych żłobków i przedszkoli, które są świetnym rozwiązaniem dla biedniejszych pracujących matek i ojców itd. Zaczyna być problem ze źródłem finansowania 500+, które okaże się kolejnym fajnym pomysłem, który spali się będąc prawnym, logistycznym i społecznym bublem…

…witaj szkoło…

…dzisiaj przechodząc obok odświętnie ubranych dziewczynek, na oko 9-10 letnich usłyszałam ich rozmowę: „kurczę, dzisiaj jest najgorszy dzień w roku!”. W pierwszej chwili nie „zajarzyłam” zajęta innymi myślami, ale po chwili dotarło: no tak 1 wrzesień, witaj szkoło. Idąc dalej mijałam mnóstwo dzieciaków i ich rodziców, zapewne wstrzeliłam się w powroty z akademii na rozpoczęcie roku szkolnego (jeszcze ktoś używa słowa: akademia?). Wszyscy smutni, ze spuszczonymi głowami, zniechęceni, rodzice jacyś ofukani, widać, że wkurzeni…Wczoraj na portalach czytałam prześmiewcze memy i wpisy od sfrustrowanych nauczycieli, rodziców i dzieciaków…To skłoniło mnie do refleksji, którą się dzielę. Pamiętam jeszcze moje powroty do szkoły, zawsze się cieszyłam, nowe zeszyty, książki, gadżety, naklejki…nowy rozdział życia, nadzieje, oczekiwania, spotkanie z klasą (chociaż zawsze miałam ograniczony zbiór przyjaciół i chyba tak mi zostało)…Nigdy powrót do szkoły nie kojarzył mi się z traumą, zniechęceniem, raczej z oczekiwaniem co przyniesie nowy rok, coś jak Sylwester, tylko wcześniej. Nie byłam prymuską, przewodniczącą klasy, klasową celebrytką, córką bogatych rodziców, nie byłam osobą do której jakoś wszyscy lgnęli, nauczyciele szczególnie wyróżniali…, ale lubiłam szkołę, czułam się w niej bezpiecznie, dobrze się uczyłam (z wyjątkiem matematyki, fizyki i chemii – to też zostało mi do dzisiaj), dawałam radę, bez świadectw z paskiem, ale na porządnym poziomie, który wystarczył na podjęcie studiów i skończenie ich na piątkę. Zastanawiam się więc co takiego się stało, że szkoła kojarzy się z miejscem, do którego nie chce się wracać i które z ulgą się opuszcza, albo od niej ucieka jak robił mój syn. O tym jaka jest szkoła decydują dorośli, cóż takiego zrobili, że szkoła stała się tak odpychającym miejscem, którego nie lubią nie tylko uczniowie i ich rodzice, ale także nauczyciele? W krajach biednych ogarniętych wojną ludzie budując szkoły często oddają życie,  narażając życie, pokonując niewyobrażalne trudności chcą się w nich uczyć dzieci, pozbawione przez wojnę i biedę radości zakupów szkolnych gadżetów, zeszytów i książek. Co takiego stało się u nas? Może warto po prostu zapytać o to nauczycieli, rodziców i uczniów spisać ich uwagi i doprowadzić do kompromisu, aby młody człowiek mógł czerpać radość z nauki, która przecież może być frajdą, zanim kończąc szkołę z jako nieszczęśliwy frustrat stanie się później, socjopatycznym dorosłym, który za wszystkie swoje złe karmy zemści się na rodzinie, pracowniku, współobywatelu…, nie wiem czy szkoła może być miejscem przygody z nauką, ale wiem że jeśli taka przemiana nie nastąpi wszyscy prędzej czy później zapłacimy za to zaniedbanie.

bell-1634761_1280

…Boska Florance…

…doszłam do wniosku, że mam naturę Boskiej Florance…, moja nieszczęśliwa karma polega na tym, że nie mam takiej kasy, żebym mogła żyć tak jakbym chciała, ona mogła tak żyć, i nie trafiłam na faceta, który wspierałby mnie i moje bziki, niekoniecznie zresztą jako mąż, a nawet najlepiej nie jako mąż, ale bogaty, praktyczny i wesoły przyjaciel, który cieszyłby się z tego, że mnie cieszy realizacja moich bzików, ona miała to szczęście, jeśli to, że mamy wiele wcieleń okaże się prawdą liczę że jeszcze nie wszystko stracone:). Na nic talenty i pasje, gdy życie przypomina kłody równiutko pokładane jak tory kolejowe w drodze do smutnej starości…

…symbole powstańcze…

…w kontekście ostatnich wydarzeń oraz informacji zastawiałam się, jak daleko można się posunąć, aby dla fasady, przekonań politycznych, religijnych, światopoglądów, doraźnych mniej lub bardziej moralnych celów wykorzystywać symbole minionych wieków, bohaterskich czynów oraz ich bohaterskich uczestników. W każdym wieku społeczeństwa na takie symbole się powoływały, każde czerpały z nich siłę, daj Boże naukę oraz współczesną korzyść tę złą i tę dobrą. Niektóre symbole są opatentowane i tu sprawa jest prosta nadużywasz – płacisz lub idziesz siedzieć. Sama z doświadczenia pamiętam jak zostałam wylegitymowana w czasach licealnych, za noszenie kurtki moro, który to kolor – znak był w tym nie tak odległym czasie zarezerwowany wyłącznie dla wojska i służb mundurowych. Dzisiaj każdy może praktycznie wykorzystać każdy symbol, umieścić go na koszulce, gadżecie, użyć w biżuterii, nanieść na murze…mniej lub bardziej stosownej rzeczy. Może, ale czy powinien? czy mamy moralne i etyczne prawo używać na prawo i lewo symboli przodków dla mody, taniego efekciarstwa, zysku, czy też ideologii? Moim zdaniem nie mamy takiego prawa i to nie tylko dlatego, że symbolu nikt nie opatentował, nie zastrzegł, może nie chciał lub nie zdążył tego zrobić. Są takie symbole, które w historii człowieka związały się z takimi wydarzeniami, często traumatycznymi, że ich użycie wymaga zwykłej przyzwoitości oraz historycznej uczciwości. Do takich należy swastyka, która w dzisiejszych czasach, użyta na ideologicznie brunatnej koszuli tylko idiocie może kojarzyć się z symbolem słońca oraz symbole Powstania Warszawskiego, jak opaska powstańcza – symbol munduru, którego nie było, czy inne symbole użyte obecnie jako dekoracja kija bejsbolowego, który w tej niesportowej wersji jest manifestacją wszystkiego z czym powstańcy walczyli i czego całym sercem nienawidzą. Użycie symboli powstańczych w tej sposób to jak, przepraszam za wyrażenie, naszczanie na groby powstańców i cywilnych ofiar powstań, wszystkich powstań nie tylko warszawskiego, nawet kompletny historyczny imbecyl powinien to wiedzieć, zanim zleci grafikę, każe ją sobie wytatuować, kupi rzecz z takim symbolem, będzie nią handlował i nanosił na kij bejsbolowy, czy też założy sobie na rękę powstańczą opaskę. To nie jest ani cool, ani trendy. Na to nie można reagować zawadiackim puszczaniem oka, machnięciem ręką. Reagując w ten sposób, stajemy obok tych, którzy sikają na groby naszych bohaterów, ofiar ludobójstwa i represji. Musimy otworzyć nasze umysły i zadać sobie pytanie, czy chcemy czcić pamięć naszych bohaterów nazywając ich imieniem szkoły, czy szpitale, dbając o ich groby, czy będziemy bezcześcić ich pamięć i udawać, że wszystko jest okay…, bo nie jest okay i trzeba uczyć o tym nasze dzieci, zanim staną się bezmyślne i staniemy twarzą w twarz z napakowanym bykiem w T-shircie z orłem na piersi, powstańczą opaską na ramieniu nożem za paskiem i bejsbolem z grafiką małego powstańca uniesionym do zadania nam ciosu w głowę…

…deser…

…przygotowałam deser z nasion chia, mleka, miodu, pasty owocowej tzw. pulpy i borówek amerykańskich, wszystko do kupienia w sklepach, także w różnych promocjach:) Pomysł na deser nie jest mój i w wersji naturalnej zamiast mleka zazwyczaj używane jest mleczko kokosowe. Deser ten można kupić od niedawna w Żabkach, słyszałam, że w Piotrze i Pawle również, trafia też do restauracyjek specjalizujących się w lekkim, zdrowym jedzeniu oraz deserach fit.

Jakie są nasiona chia, większość wie:), po namoczeniu: mleko, jogurt, sok, woda, przypominają oślizgłe, napęczniałe gluty i praktycznie same w sobie są bez smaku, no ale maję tę zaletę, że są ponoć mega zdrowe i stymulują układ pokarmowy do oczyszczenia i efektywnej pracy, co się zgadza – sprawdzone.

Ja w moim deserze użyłam mleka bez laktozy, które obecnie o wiele łatwiej kupić niż kiedyś, a ma ono tę zaletę, że mogą je pić 50+, bez szkody dla organizmu i w przypadku alergii drapania się przez pół dnia. Do mleka dodałam miodu, bo lubię słodkie, a mleko bez słodzika ma dla mnie smak taki sobie.

Mleko trzeba zagotować, ostudzić do ok. 70 st. zalać chiję (ja wsypałam po ok. 1,5 łyżki stołowej, ale każdy może wsypać ile uważa, byle nie za dużo bo nasiona powiększają się o ok. 1/3, jak makaron). Po zalaniu i ostudzeniu mleka, dodaniu miodzia, wkładamy do lodóweczki na noc. Rano dodajemy dowolną smakowo pulpę i dowolny zestaw owoców, przed zjedzeniem wszystko mieszamy i szamamy deserek, mniam:)

PS. pulpę można zastąpić dobrym dżemem.

…porada…

…w ramach cyklu o poradach (dla tych, którym nie chce się szukać po necie, lub wolą pomysły sprawdzone wcześniej przez osobę, którą lubią lub najzwyczajniej w świecie jej ufają), znacie pomysł na kurczaka w papirusie?, zapewne większość tak. Lubię takie udogodnienia, ale gotowy zestaw ma pewne wady: 1) trochę kosztuje, więc danie jest droższe, 2) w zestawie jest ograniczona ilość papirusa w przyprawach, 3) przyprawy w zestawie są bardzo słone a zestaw ziół  może nam nie odpowiadać, 4) jak każda przyprawa ma okres przydatności do spożycia.

W wersji domowej wystarczy użyć papieru do pieczenia i zestawu przypraw, które lubimy, poza tym papier można wykorzystać również do smażenia na patelni, gdy okaże się, że akurat nie mamy żadnego tłuszczu, a tu za oknem leje i nijak nie da się wyjść do sklepu:) Papieru na rolce jest sporo, jakieś przyprawy w domu zawsze posiadamy, więc moim zadaniem taniej, wersja domowa z papierem do pieczenia jest zdrowsza, jak wspomniałam tańsza i na dłużej wystarczy, nie mówiąc o tym, że papier przyda się nie tylko do kurczaka…

OLYMPUS DIGITAL CAMERAZainteresowanych odsyłam do przepisu Aleksandry:)

http://przepisy-aleksandry.blogspot.com/2015/05/kurczak-w-papirusie-wersja-domowa.html

…sama chyba z niego skorzystam:)

…guacamole…

…obiecałam guacamole…, to proszę:)

Nienawidzę miałkich, bezsmakowych dań, owoców i warzyw o smaku zmielonego papieru toaletowego wymieszanego z oliwą…, dlatego takie produkty, jak avocado, są dla mnie nie lada wyzwaniem. Przyprawiałam guacamole tak długo, aż uznałam, że jest wystarczająco pikantna i ma po prostu jakiś smak.

Do mojego guacamole z dwóch avokado (wychodzi z tego spora porcja, więc uważam, że jedno większe w zupełności wystarczy), dodałam:

Czosnek, ćwiartkę cebuli, garstkę natki pietruszki, sól himalajską różową, czerwoną mieloną paprykę, chili, suszone pomidory z czosnkiem (przyprawa), keczup pikantny ok. 2 łyżeczek, oliwę z oliwek, dwie łyżeczki musztardy dijon. Soku z cytryny użyłam do zmiksowanego avocado, zanim dodałam resztę, jako konserwantu i dla koloru, bo avokado szybko się utlenia i wygląda wówczas mało apetycznie.

Wszystko zmiksowane blenderem, wymieszane łyżeczką i pozostawione na drugi dzień w lodówce.

Jestem uczciwa w moich wpisach, więc donoszę, że mnie smakuje, syn ocenił, że owszem, ale raczej do mięs niż np. do sera, czy samej grzanki, myślę, że moje guacamole wyszło jak wasabi do sushi, swoją drogą z sushi chyba smakowało by dość dobrze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

…parownik…

…kochani, nie wiem czy znacie, jeśli nie uważam, że warto mieć w kuchni ten niedrogi, w przeciwieństwie do jego elektrycznego kolegi, gadżet. Gotuję w nim na parze od lat: warzywa, mięsa, ryby, a nawet i to może niektórych zdziwić pierogi. Wychodzi smacznie, zdrowo i tanio, ponieważ gotuje się szybko. Gadżet bez problemu można kupić online, trzeba mieć tylko przygotowaną miarę średnicy garnka, na którym bambusik będziemy ustawiać, chodzi bowiem o to, aby para buchała przez parownik, a nie gdzieś obok…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPS: nie ma problemu z myciem…, jeśli chcemy ugotować warzywko małe jak np. groszek, czy pokrojona marchewkę, można położyć na raszkach cieniutką, pojedynczą warstwę gazy…