…o fryzjerstwie…

…temat fryzjerstwa, a właściwie osiągania mistrzostwa w tym rzemiośle, towarzyszy mi od dawna, ponieważ mam włosy wymagające i trudne do obcięcia. Przez te wszystkie lata, miałam na głowie wiele stylizacji i kolorów, od tych świetnych do całkiem nietrafionych. Obserwowałam jak zmieniały się trendy i zakłady fryzjerskie.

Co się zmieniło po za trendami, które w sposób naturalny są zawsze dynamiczne i ewoluują? Zmieniły się nazwy, konia z rzędem, temu kto znajdzie obecnie w logo, czy reklamie słowo zakład fryzjerski, są studia i salony tudzież rozliczne inne nazwy, które średnio z fryzjerstwem się kojarzą…jedno z takich studiów przypomina np. sklep z gitarami, a nie sądzę żeby strzygli tam na „mandolinę”.

W modzie na tzw. rewolucje, właściciele salonów fryzjerskich prześcigają się w aranżach, widzę nowoczesne lub rustykalne wzornictwo, a na półkach drogie kosmetyki promujące daną firmę i linię. Na tablicach wypisane są magiczne kuracje, które uczynią z nas cudowne dzieci sztuki fryzjerskiej. Im wyższa cena, tym lepsza usługa wirtuozów nożyczek i grzebienia, kreatorów modnego farbowania….

Otóż w mojej ocenie to nieprawda tudzież niekoniecznie. Droga do wirtuoza, kreatora i artysty, prowadzi poprzez rzemiosło, a do niego prowadzi ciężka, pełna wyrzeczeń oraz  inwestowania sporych środków własnych droga. Fryzjer jak my wszyscy, jeśli chcemy być trendy i na fali, musi w całym zawodowym życiu szkolić się i nabywać nowych umiejętności a to wymaga czasu i pieniędzy. Nie zastąpią tego wypasione studia i salony, koszmarnie drogie kosmetyki, kuracje i kawusie z mleczkiem, albo bez mleczka.

Dzisiaj byłam w osiedlowym zakładzie fryzjerskim, usytuowany w tzw. blaszaku, wystrój i wyposażenie jak we wczesnych latach 70-tych, brak super kosmetyków na półkach, banerów z super fryzurami, czasopism, brak informacji o najmodniejszych kuracjach i farbowaniu, nikt nie zaproponował kawusi…Powiadam sobie raz kozie śmierć, najwyżej poniosę klęskę wizerunkową z mniejsze pieniądze. I tu zaskoczenie: po pierwsze nie usłyszałam, że mogę być przyjęta za 3 miesiące i tylko o 9 rano bo wszystkie terminy są już zajęte, po drugie pani zamiast trajkotać mi o magicznych miksturach i wizjach, cierpliwie wysłuchała mojego monologu na temat tego jakie mam włosy, jaki z nimi jest problem i czego oczekuję, po trzecie i najważniejsze: trzy minuty po przystąpieniu fryzjerki do cięcia już miałam pewność, że będzie super…szybka ocena włosów, pewność ręki, skupienie, po prostu rzemiosło i profesjonalizm w każdym geście.

Myślę sobie okay jest jakość, ciekawe jaka będzie cena… i tu szczęka na podłodze…25 złotych, 30 z napiwkiem. Można? można.

Nie twierdzę, że każde studio to badziewie i brak umiejętności, nadrobione oszukanym aranżem i ceną, nie twierdzę, że każdy zakład będący skansenem kryje w sobie mistrza nożyczek, ale zanim sięgniemy do portfeli po 200 stówki, sprawdźmy cz w pobliżu nie ma utalentowanego rzemieślnika zamiast „artysty”, który nas nie oskubie wliczając w cenę swoje nadęte ego, a po prostu profesjonalnie ostrzyże i wymodeluje za rozsądne pieniądze, polecam tę myśl szczególnie osobom z krótkimi włosami, bo te szybko odrosną w razie wpadki, a tę lepiej zaliczyć za mniejsze pieniądze…, a może spotka Was taka niespodzianka jak mnie dzisiaj:)